Photo created by foodiesfeed - www.freepik.com

Dziś sięgnęłam po zeszyt, w którym zapisuję przeżycia warte zapamiętania, moje myśli i mądre maksymy.

Otworzyłam skrypt na historii opisanej przed 3 laty.

Przy wejściu na cmentarz miejski mojego "polskiego" miasta stoi stara śliwa z mirabelkami.

Pamiętam oburzenie moich krewnych, kiedy zobaczyli ojca z małym synkiem, zbierających opadłe owoce. Pomyślałam wtedy, że matka natura obdarza dziś owocami tych, których dochody są skrzętnie liczone. Nie wiem, czy istotnie niewielkie zarobki były motywem działania tej dwójki, nie mniej to, co mnie urzekło- to był wyraz absolutnego szczęścia w oczach chłopca. Każda wyłuskana z ziemi śliwka była małym trofeum a chłopiec jak kozik skakał wokół drzewa zbierając kolejne jego plony.Ojciec z synem nie zwracali uwagi na ludzi, którzy przyszli odwiedzić swoich zmarłych; ich pochłonęła w całości stara śliwa, będąca reliktem przeszłości po ogródkach działkowych, które się tam kiedyś znajdowały.

Szczęście ma różne oblicza a to wspomnienie dla mnie, obserwatora, było cennym przeżyciem.

W ostatnich dniach wysłuchałam kilku historii młodych żołnierzy, którzy jakiś czas temu stacjonowali w Afganistanie. Najbardziej przerażające były opowieści o sprzedawanych za 5 Dolarów dzieciach- samobójcach wypuszczanych do żołnierzy z kontyngentu.Z wielkim smutkiem obserwowałam tych młodych mężczyzn, których psychikę i wrażliwość złamał front wojenny. Jeden z nich, który był na misji pokojowej 4- krotnie wspominał małą dziewczynkę, która przez 2 tygodnie przychodziła do żołnierzy częstujących ją słodyczami. Przypomniał sobie jej  duże orzechowe oczy i szczęście malowane na twarzy, kiedy kieszenie sukienki wypełnione były słodkościami. Kilka dni później nadeszła informacja o spaleniu wioski i masowej zagładzie kobiet i dzieci przez Talibów.W trakcie tej opowieści mój rozmówca rzewnie płakał i choć strach przed śmiercią był i pozostał wielki, stwierdził, że chciałby kolejny raz wyjechać na misję, by uratować choćby jedno dziecko. 

Kilka lat pracowałam u  rodzin niemieckich jako opiekun ich adoptowanych z Afryki, Nepalu, Rosji i Azji dzieci.W momencie adopcji były one  zaniedbane i wygłodniałe a w dwóch przypadkach chore i bezdomne. Dzięki tym cudnym ludziom dostały szansę na nowe i zdrowe życie, na miłość i zainteresowanie nowych opiekunów. Jestem szczęśliwa, ze choć przywilej adopcji dzieci z zagranicy dotyczy bardziej zamożnych ludzi, to jednak zaangażowanie i chęci są, by dać szanse maluchom na drugie życie. Jestem wdzięczna Polonii Berlińskiej, która zorganizowała weekendowe rozrywki dla dzieci uchodźców z Syrii, by pokazać im normalność istnienia i odrobinę serca.

Przytoczone historie łączy szczęście dzieci w zupełnie rożnych sytuacjach życiowych. Nasuwa mi się, mam nadzieje, że nie retoryczne pytanie: kiedy Ty ostatni raz uczyniłeś kogoś szczęśliwym?

Anna,

Bad Bevensen 12 Czerwca 2016

 

bgcsenplroruskuk

   Cala Vivo - Powrót do życia

Zostaw swoją opinię Zarejestruj się Czekamy na wiadomość od Ciebie! 

 
Początek strony